Witam serdecznie.

Cieszę się, że zajrzałeś na moją stronę

Ktoś powie, że to przypadek, ktoś inny, że tak widocznie miało być. Nazywam się Aurelia Szymaszkiewicz. Jestem poznanianką, kocham moje miasto i kocham ludzi o dobrych sercach.

Przypuszczam, że interesuje Cię magiczna strona życia, opowiem Ci więc jak zostałam wróżką. Z wykształcenia jestem gastronomikiem o specjalności organizacja usług gastronomicznych. Potrafię w kilka godzin zrobić wystawne przyjęcie, wszyscy przepadają za moimi drożdżowymi rogalikami, każdego lata robię zaprawy, które umilają nam potem zimowe popołudnia.

Dziś moje zawodowe umiejętności stały się moim hobby. Gdy jest mi smutno, albo gdy zbyt mocno przygniotą mnie problemy moich kwerentów, wchodzę do kuchni i rozpoczyna się kulinarne szaleństwo.

Ale najwyraźniej nie gastronomia była moim przeznaczeniem.

Od młodych lat zaczytywałam się w gazetowych horoskopach, w antykwariacie udało mi się kupić kilka starych senników, aż wreszcie wybrałam się do wróżki. Najsłynniejsza w owym czasie była w Poznaniu wróżka Samanta. Pod tym pseudonimem kryła się pani Stefania Kulpińska, która wróżyła nie tylko w domu na Wildzie, ale i w dawnej restauracji „Piracka” w parku Sołackim, a potem w nie istniejącej już restauracji „Adria” koło Targów Poznańskich. Odbywałam właśnie szkolną praktykę w „Pirackiej”. Pani Kulpińska chętnie pracownikom wróżyła. Pewnego dnia zaproponowała, że i mnie powróży. W ciągu 10 minut, patrząc w zwykłe karty do gry, odczytała kilka istotnych faktów z mojej przeszłości i opowiedziała co mnie czeka. Rozbawiło mnie, gdy powiedziała, że nie będę pracować w gastronomii ale będę tu mieszkać. Zaskoczona pomyślałam – ja będę mieszkać w restauracji? Czas pokazał, że w gastronomii pracowałam tylko rok, a za pięć lat zamieszkałam przy ulicy Litewskiej, rzut kamieniem do „Pirackiej”.

Nigdy więcej nie poznałam wróżki, która by mi tak trafnie przepowiedziała moja przyszłość jak wróżka Samanta. Nie ma się zresztą czemu dziwić. Wróżka Samanta nie wróżyła tylko w Polsce. Dzięki swoim niezwykłym umiejętnościom zwiedzała świat, zapraszana przez liczne już wtedy na Zachodzie środowiska zafascynowane psychotroniką.

Jako trzydziestoletniej już kobiecie, przepowiedziała mi, że po jej śmierci ja ją zastąpię.

Po spotkaniu z wróżką Samantą karty oczarowały mnie bez reszty. Szukałam w księgarniach publikacji o wróżeniu, ale ich wtedy nie wydawano. Los się jednak uśmiechnął. Przywieziono mi z Danii karty tarota z książką w języku angielskim. Zapłaciłam za jej przetłumaczenie i wtedy gazetowe horoskopy i senniki pisane starodawną, mało zrozumiałą dla mnie polszczyzną poszły w kąt. Kilka lat później dowiedziałam się od zaprzyjaźnionej dziennikarki, że horoskopowe przepowiednie zamieszczane w gazetach, w jej redakcji pisze np. za karę ten dziennikarz, który spóźnił się do pracy.

Nieco później poznałam wróżkę Annę. To kolejna niezwykła postać z kręgu poznańskich wróżek. To ona uczyła mnie znaczenia kart. Tylko wtajemniczeni wiedzieli, że czasami odwiedzali ją milicjanci, gdy nie mogli rozwikłać jakiejś kryminalnej zagadki.

I tak oto zostałam wróżką.

Jako, że karty stały się moją pasją, udało mi się zgromadzić kilkadziesiąt rodzajów kart tarota, zbieram także inne karty służące do wróżenia. Mam też całkiem pokaźną bibliotekę ogólnie pojętej literatury psychotronicznej, w której perełką jest 3 tomowa” The Encyklopedia of Tarot” Stuarta R. Kaplana. Sądzę, że jestem jedną z nielicznych osób, jeżeli nie jedyną Polsce posiadającą wszystkie 3 tomy tej niezwykłej encyklopedii.

Sama siebie nazywam wróżką karciarką. Wróżę z kart tarota, kart geomantycznych oraz z 32 kart zwykłych. Wydałam dwie książki traktujące o wróżeniu wraz z zaprojektowanymi zgodnie z moimi sugestiami taliami kart.

Od paru lat nie mieszkam już na Sołaczu. Teraz przyjmuję moich kwerentów przy ulicy
Sierakowskiej na Grunwaldzie.